środa, 15 sierpnia 2007

sierpień - wrzesień 2007/ August - September 2007

To co usłyszałam w Wiedniu, było dla mnie jak wyrok. Następne miesiące miały być coraz cięższe, a na listę oczekujących miałam wejść dopiero, kiedy będę stała nad przepaścią - czyli twarzą
w twarz ze śmiercią. Ponieważ ryzyko wszelkich komplikacji po transplantacji jest ogromne i udany zabieg nie jest jeszcze gwarancją długiego życia z nowymi płucami, procedury kwalifikacji są bardzo trudne.

Kiedy wróciłam do Gdańska pisałam pracę magisterską, którą zamierzałam skończyć we wrześniu. Myśli o tym, że w ciągu kilku miesięcy przestanę być samodzielną osobą mnie wykańczały. Był strach i obawy przed tym co mnie czeka.
To kompletnie rozbijało mnie w pisaniu pracy. Mieszkałam wtedy w akademiku. Były wakacje. Ciepło. Tylko raz udało mi się pojechać nad morze wtedy do mojego ukochanego Jelitkowa.
Dlaczego? Z braku sił...















Gdańsk/Jelitkowo


Zanim oddałam pracę promotorowi, musiałam zostać na leczeniu w szpitalu. Między kroplówkami brałam przepustki, aby "biegać" drukować pracę. Oczywiście dla większych rozmiarów tej dramaturgii - strasznie lał deszcz, a ja wiecznie spóźniona nie mogłam nadążyć z dogonieniem promotora, aby ostatecznie oddać pracę.  W ostatni dzień pobytu w szpitalu miałam wyznaczony termin obrony.

Nie potrafiłam się tym cieszyć. Dlatego nie mam też żadnego zdjęcia z tego dnia. To był koniec mojej 5-letniej przygody. Chwil dobrych i złych, wyzwań i ogromnej walki, która w moim ówczesnym odczuciu - skończyła się fiaskiem. Musiałam złożyć broń i wrócić do domu. Nie mogłam pójść do pracy, nie mogłam mieszkać samodzielnie. Musiłam się zamknąć w czterech ścianach.

Okazało się, że jeszcze w szpitalu złapałam infekcję, która rozhulala się na dobre pare tygodni.
-------------------------------------------------------------
What I heard in Vienna, was for me like the death sentence. Next months were supposed to be more and more hard. I haven't been on the list yet. I have been waiting for the feeling worst. I had to wainting to be face to face with death. The procedures of the classification are very difficult couse the risk and all complications after the transplant are so huge and the pretended treatment isn't still a guarantee of long living with new lungs.
When I came back to Gdańsk I had been written a master's thesis (mgr) which I have been going to finished in September. Thoughts about fact that in the sequence of a few months I will stop being independent just make my feeling down. There were fear and anxieties of what I will facing. It fully have broken me in writing my mgr. I lived in a student hostel then. There were holidays. Warmth. Only once I have managed to go to the seaside to my beloved Jelitkowa. Why? For lack of powers...

Before I gave my master's thesis  to the promoter, I had to stay on curing at the hospital.Into the closing date of the stay in hospital I had the set date of the defence.

I wasn't able to be pleased with it. That's why I haven't got any photos around that day. It was the end my 5 -years long adventure - of good and bad moments, challenges and the intense fight, which in my contemporary feeling - ended with fiasco. I had to surrender and get back home. I couldn't go to work, I couldn'tt live independently. I got back home and at once I got an infection (next 5 weeks). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz